Czy wytrzymałbyś tydzień bez internetu ?

death-con-gallery-17

Photo: Babycakes Romero – The Death of the Conversation

Essena O’Neil – osoba, która postanowiła odciąć się częściowo od internetu zainspirowała mnie do wypróbowania czegoś nowego, 7 dni bez social media.

Wydawać by się mogło, ze tydzień bez social media, to wymysł ludzi, którzy nie maja nic lepszego do roboty. Wydawać by się mogło, że uzależnienie od komputera, telefonu, czy internetu, to problem, który nie istnieje. Ale czy to prawda ?

Ile razy jadąc autobusem, tramwajem lub idąc ulicą widzisz ludzi przyklejonych do ekranów swoich telefonów ? Jak często będąc na imprezie zdarza się, że jest co najmniej kilka osób, które zamiast cieszyć się chwilą, wpatrują się w telefony (możliwe, że piszą jak się świetnie bawią…)?

Spędzamy coraz więcej czasu na przeglądaniu facebooka, bo boimy się, ze coś z życia znajomych może nam umknąć. To samo jest z Instagramem, Snapchatem, itp. Tracimy wolne chwile oglądając masę filmików na Youtube. Filmików, które nic nie wnoszą do naszego życia.
Coraz więcej młodych osób chwali się, że nie ogląda telewizji, bo to ogłupia i marnuje ich życie. Tylko cóż z tego, skoro zastępują telewizję zupełnie innym marnotrawstwem?

Wszystko jest dla ludzi, dopóki umiemy z tego korzystać z głową i dozować sobie przyjemności.

Do niedawna wydawało mi się, ze kontroluję to wszystko. Dopóki nie zaczęłam zastanawiać się, czy może ten wieczny brak czasu, zmęczenie, smutek mogą być choć częściowo spowodowane nadmiernym użytkowaniem internetu.

Dotychczas sporo czasu spędzałam fejsie i jutubie. To jest niesamowite jak w weekend, gdy specjalnie wstaję wcześniej aby mieć więcej z dnia wolnego, siadam przy komputerze ze śniadaniem i godziny uciekają mi jak szalone.

Postanowiłam zrobić mały test i wypróbować tydzień bez social media.

W pierwszy dzień obudziłam się jak zwykle niewyspana, bo poprzedniej nocy miałam kłopoty z zaśnięciem. Jednakże dotarłam o kilka minut wcześniej do pracy, ponieważ nie zaglądałam na Instagrama.
Po pracy czułam, ze muszę zapełnić sobie jakoś czas, wiec zaczęłam ćwiczyć, zabrałam się za zwykłe domowe czynności bez większych problemów, zrobiłam sobie obiad do pracy i upiekłam ciasteczka z muesli.
Zasnęłam już troszkę lepiej, a rano obudziłam się nieco bardziej wyspana.

I tak mijały kolejne dni. Czytałam, rozmawiałam z bliskimi, zaczęliśmy w końcu oglądać Gwiezdne Wojny po raz kolejny…

Szczerze mówiąc cały tydzień nie wpłynął jakoś specjalnie na moje życie, aczkolwiek zauważyłam, że byłam mniej nerwowa, ponieważ nie docierały do mnie żadne negatywne informacje. Miałam więcej czasu dla siebie i dodatkowo wysypiałam się nieco lepiej.

Polecam ten sprawdzian każdemu z Was. Czas mija bardzo szybko, a szkoda go tracić na podejmowanie bezproduktywnych działań.

Po tygodniu zajrzałam do naszego internetowego światka i okazało się, ze wiele się nie zmieniło. Dwie wiadomości od moich przyjaciółek i 28 powiadomień, z czego żadne nie dotyczyło mnie, a grup dyskusyjnych i moich bliskich.

Nie wydarzyło się nic niezwykłego w życiu znajomych, co mogłoby mieć ogromny wpływ na mnie.

Praktycznie nic mnie nie ominęło i byłam w stanie to potwierdzić w zaledwie 15 minut.

Tak, spędziłam kwadrans na sprawdzaniu fejsa po tygodniu nieobecności.

Pomyśleć, że potrafię spędzić tam zdecydowanie więcej niż 15 minut dziennie.

A Wy co myślicie o takim tygodniu bez internetu ?

death-con-gallery-17

Photo: Babycakes Romero – The Death of the Conversation

Czy jestem uzależniona od technologii ?

Uwaga, cytat z wikipedii:

“Jesse Cook jest kanadyjskim gitarzystą, urodzonym w Paryżu, reprezentującym styl new flamenco. W swojej twórczości łączy funky jazz i muzykę latynoską z szeroko pojętą muzyką świata, szczególnie specjalizując się w gatunku rumba flamenco.”

Nie spodziewałam się, że tak długo będę musiała czekać na tę myśl, która będzie na tyle godna, by ją opisać tu, na blogu.

Witam Was serdecznie :)

Dzisiejszy dzień jest trochę szalony. Obudziłam się rano, by mieć dłuższy dzień…

O godzinie 9:00 zasiadłam przed moim smartfonem by przejrzeć Instagrama. Zaczęłam obserwować, komentować, lajkować. Pomiędzy instagramowym szaleństwem zaglądałam do laptopa, by poczytać ploteczki, przejrzeć facebooka. Dziwi mnie łatwość z jaką opisuję, co robiłam. I tak spoglądając na godzinę, widziałam jak czas mijał – 10:00, 10:40, 11.15, 11:50 aż w końcu nadeszła godzina 12:00.

Spędziłam 3 bezproduktywne godziny na “odmóżdżaniu” się. Ten czas nie wniósł nic do mojego życia i poczułam ogromną złość, że miałam wolne po to, aby nie robić nic – aby wpaść w pułapkę technologii…

Postanowiłam, że dość tego, zwłaszcza że jestem na nogach od 6:30 (jak każdego dnia). Wstałam, odłożyłam laptopa, zeszłam na parter do salonu, podgrzałam sobie jedzenie i włączyłam telewizor. Na tym spędziłam kolejną godzinę, gdyż by znaleźć coś ciekawego trzeba latać po tych kanałach. Najbardziej bawi mnie gdy już znajdę fajny program i nagle leci reklama! To jest dopiero frajda!

Poszłam do kuchni i uderzyło we mnie. Uważam się za osobę dość staroświecką, choć z drugiej strony interesują mnie nowości i technologia. Zdałam sobie sprawę jak bardzo technologia rządzi moim życiem. Zamiast tracić na tym czas, mogę poczytać książkę, uczyć się nowych rzeczy, zastanowić się nad życiem(tak to wymaga skupienia i odłączenia się od świata), pograć na gitarze lub zwyczajnie poświęcić czas rodzinie i przyjaciołom.
Technologia niestety ma ogromny wpływ na nas, widzę to na swoim przykładzie. Po spędzeniu godziny przed laptopem czy telefonem, czuję się ogłupiona. Zauważyłam, że ciężko mi myśleć, podejmować poważniejsze tematy, zamykam się. Nie wiem na jakich zasadach to działa, ale łatwo się od tego uzależnić. Czuję się niczym ofiara indoktrynacji. Cieszę się, że prawie nie oglądam telewizji (około raz w miesiącu), a we własnym mieszkaniu planuję mieć tylko telewizor, by, gdy najdzie mnie ochota na obejrzenie filmu czy serialu, móc obejrzeć sobie na dużym ekranie.

Bardzo gorąco polecam Wam zapoznać się Brianem Tracym. Oglądam jego wykłady już od dwóch miesięcy i naprawdę dużo się nauczyłam (choć dużo jeszcze przede mną). Dodatkowo zakupiłam jego książki, jedną już przeczytałam i dziś zabieram się za kolejną. Nie będę opisywać o czym mówi, ale jeśli zależy Ci na rozwoju osobistym, nabraniu siły umysłowej i, by ktoś pokazał Ci kolejny etap życia, gdzie zaczniesz wyraźniej patrzeć na świat, polecam, wygoogluj tego Pana. :)

Poniżej, trochę mnie (proszę wybaczyć).


 


A jakie jest Wasze podejście do technologii ? Co myślicie o dzisiejszym podejściu do życia?

Pozdrawiam,

Patrycja

2015 rok – częściowy koniec zawodu kelnera w Singapurze?

Dziś trochę z innej beczki – News z dziedziny technologii.

Kilka dni temu, trafiłam na artykuł w internecie, informujący, że do końca 2015 roku w Singapurze planują wprowadzić latające roboty, które będą serwowały jedzenie klientom. Oznacza to, że zastąpią ludzi tylko częściowo. Kelnerzy wciąż będą przyjmować zamówienia i wysłuchiwać uwag klientów. Co oznacza również, że kelner nie będzie już obciążony noszeniem ciężkich talerzy i bieganiem do klientów.

102407958-Drones_Paint.1910x1000 timbre2

Zaskakujące, choć nieuniknione. Jestem ciekawa, jak to będzie wyglądało w praktyce. Po obejrzeniu filmiku, zaczęłam się zastanawiać nad tą całą sytuacją.

Ciężko mi powiedzieć jaki mam stosunek do czegoś takiego. Jest wiele wad i zalet. Na razie to będzie częściowe zastąpienie człowieka przez robota, jednak podejrzewam, że z czasem ofert pracy dotyczących pracy kelnera będzie mniej aż w końcu prawie zaniknie gdzieś we wspomnieniach.

Z pewnością pierwsze urządzenia mogą sprawiać wiele problemów, ponieważ każda nowinka technologiczna ma dość wiele wad, jednak na razie może to być całkiem dobry pomysł. Zwłaszcza jeśli chodzi tu o noszenie talerzy, które, nie oszukujmy się, gdy są pełne jedzenia – są ciężkie, a zwłaszcza po kilku godzinach pracy.

Zastanawiam się, jak planują to rozplanować wśród pracowników i ilu z nich straci pracę. Ktoś jednak będzie musiał chodzić za tymi robotami i układać dania na stół. Wciąż ktoś będzie musiał nalewać wodę, otwierać i serwować zakorkowane wino, sprzątać stoliki. Podejrzewam, że w tych mniejszych restauracjach redukcja pracowników będzie nieunikniona, jednak w tych bardziej popularnych, zatłoczonych, ludzie wciąż będą potrzebni.

I oto proszę państwa, dożyłam czasów, w których spotkać robota będzie bardzo łatwo. Przeraża mnie to trochę niczym dobry film Sci-Fi, jednak trzeba to jakoś przyjąć na klatę. Świat idzie do przodu.

Link do oryginalnego artykułu:

http://rt.com/news/209567-flying-robots-waiters-singapore/

A Wy, co o tym myślicie ?

Pozdrawiam!

Grand_Park_City_Hall_-_Courtyard-09Singapore-Republic-of-SingaporeSingapore Skyline with Theatres on the Bay in foreground

Gdy chcę zrobić coś do jedzenia, a nie mam czasu (jestem leniwy)

Posłuchaj:

Witam Was w ten przemiły, deszczowy wieczór.
Jak Wam mija czas ?

5ac2c-4021070_460s-jpg

Jeżeli jesteś tak samo leniwy jak ja (pn-pt), a marzy Ci się jadać zrobione przez siebie posiłki, to zapraszam do lektury. Na razie dzielę się dwiema krótkimi poradami (tak po koleżeńsku), jak sobie ułatwić życie.

1. Wstajesz w weekend z rana, zaglądasz do lodówki a tam nic ?

67d20-zawsze-niewyspana

Jeśli jesteś takim samym typem leniwca, który wyszukuje sobie ułatwień, gdzie się tylko da, warto moi drodzy, wieczór wcześniej zaopatrzyć się w makles jaj. Jak to ? Dlaczego ? Uważam, że jajecznica z rana, to najłatwiejszy, najszybszy i najsmaczniejszy sposób na pożywne śniadanie.

Dziś miałam leniucha a chciałam zjeść coś na szybko i fajowego. Znalazłam w lodówce dwa plastry szynki, więc użyłam sobie jednego. I tak proszę państwa, wbiłam na patelnię 4 jajka, porozdzierałam plaster szynki na malutkie kawałki (byłam zbyt leniwa i moje oczy były jeszcze zbyt zamknięte by ją pokroić), dodałam soli, pieprzu i jakiejść przyprawy do kurczaka. Dobre są też zioła prowansalskie lub samo oregano. I to tyle! Nic więcej nie trzeba. Wstawiłam na ogień, pomieszałam 5 minut i przyznam, że to była chyba najsmaczniejsza jajecznica jaką dotąd zrobiłam ! :P

2. Jeśli wracasz po pracy zmęczony, nic Ci się nie chce (zwłaszcza gotować), wiem jak się czujesz !

857af-27

Od kilku miesięcy prawie codziennie w pracy mam gotowy obiad lub jakąś sałatkę (sałata, pomidor, kurczak itp. oczywiście w małych ilościach – lubię być oszczędna). I moi znajomi z pracy dziwią się, że mi się chce gotować.
Jeśli masz możliwość trzymania obiadu w lodówce – zdradzę Ci swój sekret ! Co niedzielę robię zakupy na cały tydzień (w sensie jakieś owoce, warzywa, mięso), tak by po pracy nie chodzić do sklepu i kontrolować swoje wydatki. I nie kupuję tego dużo.
Np., brokuły i kurczak.
Sałata, pomidor, albo w tesco w Anglii można zakupić taką mieszankę kapust, marchewki za 1,25 funta. Oczywiście trzeba to spożyć jak najszybciej (około dwóch dni). Przyzwyczaiłam się do nie wybrzydzania, nauczyłam się jeść to samo 2 dni pod rząd.

A więc, co do gotowania : gotowanie brokuł zajmuje około 20 minut. Jeśli masz dostęp do piekarnika i jakiejś blaszki lub jak ja naczynia żaroodpornego, to super ! Sreberko kładziesz na naczynko, wrzucasz przykładowo 4 piersi(jedna na dzień), nalewam oleju, trochę wody, i w tym przypadku doprawiam czym mam(sól, pieprz, zioła, inne przyprawy), przykrywam sreberkiem i wkładam do piekarnika 180 st-200 st na pół godziny. I jeśli uda mi się brokuły wstawić i kurczaka jednocześnie, mam tylko pół godziny. W tym czasie zazwyczaj idę do toalety (prysznic, inne pierdoły) i gdy wychodzę, wszystko jest gotowe, odcedzam, wyłączam i już. Idę spać.

Do naczynia żaroodpornego możemy również wrzucić obrane plastry ziemniaków, marchewki lub płaty ryby.
Jeśli nauczysz się jeść mniej a częściej, robić sobie większe porcje, które rozłożysz na dwa, trzy dni, zaoszczędzisz sporo czasu i pieniędzy.
Ostatnio też zaczęłam robić sobie sałatki, tzw “śmieciówki”. Warzywa jakie mam w lodówce, podpieczony kurczak (nie cierpię gotowanego), przyprawy. I mam jedzenie na kolejne dwa dni.

Regularne posiłki (ok. co trzy godziny), piję przynajmniej ok. litra wody dziennie, odrzuciłam spożywanie margaryny, nie smażę na oleju, przynajmniej 3 godziny przed snem nie jem, ograniczyłam słodycze, jem owoce. I tak oto w 4 miesiące ciężkiej pracy schudłam 7 kg. 70kg to już przeszłość !

Niestety, nie mam aktualnych zdjęć, oprócz jednego z “poprawin” sprzed tygodnia, niestety moja sylwetka nie jest tu zbyt widoczna.

To tyle proszę państwa. Wiem co jem i dodatkowo czuję się świetnie.

Miłego wieczoru !

Weekend w Blackpool

Witam po długiej przerwie na moim blogu.

Niestety nie pisałam, gdyż było to spowodowane wieloma czynnikami, o których wolałabym nie mówić. W skrócie jestem w trakcie ciężkiej pracy nad sobą. Muszę zapełniać sobie każdy wolny czas na tyle, by nie rozmyślać zbyt dużo. Dodatkowo za zadanie domowe mam spotykanie z ludźmi, robienie tego, czego się boję i walczenia ze złością. Być może wkrótce, jeśli wyjdzie z tego coś ciekawszego, opowiem o tym dokładnie.
Zaczęłam od wczoraj, ubrałam się w luźny strój sportowy, “nałożyłam” ulubioną muzykę na uszy i ruszyłam przed siebie. Biegałam po parku, choć wyglądało jakby miało się rozpadać, rozpogodziło się, ociepliło i byłam świadkiem jednego z najpiękniejszych, letnich wieczorów w ostatnim czasie.

Postawiłam sobie dwa cele. Muszę gdzieś to zapisać, a nie chcę robić tego oficjalnie, przy wszystkich znajomych(bo zazwyczaj wychodzi to bardziej na pokaz i “nici”) ani też nie chciałam sobie zapisać gdzieś w zeszycie. A więc tu, by przypominało mi o tym.

1. Przebiec w swoim życiu pierwszy maraton. Przede mną długa droga, jednak marzę by to zrobić i wygrać ze swoimi wszystkimi słabościami, ze wszystkim tym czego bałam się jeszcze kilka lat temu. I zrobić to tylko i wyłącznie dla siebie !
2. Skoczyć na bungee lub zrobić coś podobnego. Ostatnio podczas pobytu w Blackpool z lubym widzieliśmy coś podobnego do Bungee. Osoba przymocowana do lin, nie spadała pionowo w dół, jednak po podjechaniu na odpowiednią wysokość, miała kilka sekund na złapanie oddechu, po czym maszyna puszczała ją przed siebie. Pomiędzy słupami, które utrzymywały to wszystko na miejscu i nad masą ludzi. Wygląda to bardzo niebezpiecznie. Pomyślałam wtedy, że nigdy tego nie zrobię, jednak dziś wiem, że będę chciała trzepnąć tą Patrycję w głowę i to zrobić.

A więc jak mówiłam, 2 tygodnie temu wybraliśmy się do Blackpool. Niestety nie jesteśmy zbyt zadowoleni, gdyż pogoda nie była zachwycająca, wręcz męcząca, a sam wyjazd nie był zbyt dobrze przygotowany, bardziej spontaniczny. Pojechaliśmy na jeden dzień. Miasto samo w sobie ładne, jednak brakuje ducha. Ciężko to określić. Miałam wrażenie jakbym bardziej grała w GTA : San Andreas (dla niewtajemniczonych, pewne miejsce w tej grze wyglądało bardzo podobnie). Jednak mamy kilka pięknych zdjęć i dodatkowo wiele wniosków wyciągniętych na przyszłość :) Takie życie gapy :)
Przesyłam zdjęcia i mam nadzieję, że się spodobają :)

 Krótka chwila uwieczniona na zdjęciu.
 Bardzo przyjemne uczucie – usiąść na prawie ostatnim schodku podczas przypływu, by fale uderzały o Twoje stopy :)
 Witaj falo !
 Poznajcie najwyższego człowieka świata )
 W poszukiwaniu pamiątek.
Oto Patrycja. Zdejmuje właśnie buty, by wypróbować piasek angielski na bose stopy. Niestety, oczekiwania nie zostały spełnione ;<

Zdrowy w świecie chorych niczym żywy w świecie zombie?

Widzisz, że w Twoim kierunku zbliża się podejrzana sylwetka ? Wygląda jak człowiek, ale podejrzanie idzie, kaszle, kicha ? Być może to Zombie ! Walcz do ostatniej kropli krwi ! Co zrobić, by przeżyć ?
By przetrwać trzeba nie lada szczęścia!

  • potrzebna Ci strzelba i wszelakie uzbrojenie, by w razie kontaktu, lub zbliżających się zombie’ch, móc się ich pozbyć bez najmniejszego namysłu;
  • przygotuj sobie antidotum, wstrzykuj najlepiej profilaktycznie, bo jeśli zombie się do Ciebie zbliży, już po Tobie. Papa kochany świecie !
  • Nie ma znaczenia, czy to brat, chłopak, dziewczyna – trzymaj się od nich z daleka, jeśli chcesz przeżyć !

Post pisany pod wpływem negatywnych emocji. Wszyscy wokół mnie chorują, w tym ja już się poddałam infekcji.

Twoja twarz się zmieniła ? Zaczerwieniony, zatkany nos, osłabienie, problemy z oddychaniem, kaszel? Przychodzisz do pracy/szkoły slaby, nogi się za tobą ciągną, z ust cieknie ci ślina ?
Zastanów się, bo może własnie przechodzisz przez pierwsze etapy infekcji.

You are going to become a zombie !

Tak na serio, to tak się teraz własnie czuje i widzę. Zwłaszcza, gdy przez problemy z oddychaniem się nie wysypiam, rano muszę wstać do pracy i normalnie pracować. A o pisaniu na blogu już nie mówię. Nie jestem typem chorowitka, ani też nie lubię narzekać, ale to cholerstwo mnie trzyma mocno i nie chce puścić !

Prośba do zainfekowanych : Jeśli kichasz i kaszlesz, a do pracy/szkoły musisz przyjść – używaj chusteczek, dbaj o swoje zdrowie, bierz leki. To, że jest Ci ciepło, nie znaczy, że po dworze musisz chodzić w samej koszulce lub musisz włączać wiatrak i kichać(niby w chusteczkę).

Twoja głupota ma wpływ na osoby w Twoim otoczeniu. Zwłaszcza, gdy miejsce jest małe i ciasne. Chcesz być chory ? Zostań w domu ! Pomyśl o osobach wokół Ciebie. Bo ktoś, kto się zarazi, może przeżywać ta infekcje milion razy gorzej !
“Po co mam myśleć o innych?” – pomyśli sobie złośliwiec. A po to, że zło które puszczasz świadomie w świat, prędzej czy później do Ciebie wróci. Mówią na to “karma”.

Och, złość we mnie wzbiera !

Wszyscy chorują na “zatoki”. Kto wyzdrowieje, za dwa tygodnie znów choruje. Wydaje mi się to bardzo podejrzane. Może to jakiś spisek ? ;> Czyżby państwu brakowało funduszy ? ;>

Pozdrawiam i mam nadzieję, że Wy trzymacie się lepiej ! 

CHOROWITEK
Patrycja

Be romantic !

Dzisiejszy post krótki, ale nie o “niczym”. Przesyłam kilka piosenek. Takich, które przesłuchuję już od kilku godzin i od razu wpadły mi do serca. Czułam, że chcę się nimi wszystkimi podzielić, bo są tego warte, ale wszystkich dodać po kolei na “fejsbukową” tablicę raczej nie wypada. :P

Dzisiejszy wieczór w trochę sentymentalnym, aczkolwiek pięknym klimacie. Mam nadzieję, że Was również troszkę zainspiruje i poczujecie to, co ja :)
Utwór Megan Davies. Podejrzewam, że sama go wymyśliła. Jeśli jestem w błędzie, proszę o uwagi :) Przyznam, że nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak “Tapping”. Wiedziałam, że można tak grać na gitarze, jednak nigdy nie widziałam jak ktoś gra całe utwory w ten sposób. Całe życie się uczę;)
 
 Kolejny ze stylu. To akurat już wyszukałam po nazwie ;)
 
 Z tym utworem powiązana jest kilkuletnia historia. Poznałam go, gdy dostałam od kogoś płytę z piosenkami. Bodajże w 2006. Od razu spodobał mi się, jednak nie znałam tytułu, a gdy płyta się gdzieś zapodziała, o utworze zaginął ślad. Po kilku latach odkryłam go gdzieś na YT. Ucieszyłam się, jednak to nie był ten czas, gdy słucham takiej muzyki. Niestety miewam humory i muszę być w nastroju by słuchać takiej muzyki, tak samo jest z rockiem, nawet z pop’em. Dziś odkryłam piosenkę na nowo, dzięki Chriselle Lim. Utwór już zapisany na profilu, by już nigdy się nie zapodział ;)
 
 Kolejny utwór Jose Gonzaleza. Bardzo serdecznie polecam. Jego głos zdecydowanie wyciska łezki wzruszenia ;)
 
Uwielbiam fortepian i skrzypce. Połączone z dźwiekami gitary, dobrym tekstem, wzruszającym głosem dają romantycznego kopa. Polecam. To jest mój numer jeden, Zdecydowanie. Ale uwaga ! Tylko dla tych o mocnych nerwach, lub którzy mogą się dziś trochę wzruszyć ! ;)
 
Przesyłam dwie wersje tego utworu.
Obie bardzo mi się podobają. Choć oryginalna jest w innym klimacie, to z chęcią go dziś słucham.
 Oryginał:



Cover:
Sarah Jaffe – Summer Beggs
 
Niby prosto, a pięknie. Teledysk równie prosty, ale przekaz jest. I bardzo mi się podoba. A ostatnio rzadko oglądam teledyski. ;)

The White Birch – Breathe

 
Miłego czasu życzę.
I na deser Patrycja w zupełnie innej roli. Gdy nie pozuje, zajmuje się dziećmi !
Żartuję…
Przyznaję się otwarcie – nie przepadam za dziećmi.
Jednak co z rodziny, to ma lepsze względy u cioci Pati. :P
Jednym zdaniem, własnych nie, czyichś – nie, ale dzieci mojego rodzeństwa wzbudzają u mnie wyjątkowe uczucia :D
Awwww…..

Kobieta sukcesu, a kobieta wyzwolona, czyli problem XXI wieku ?

“Banditos – No Good”

Granice pomiędzy kobietą sukcesu, a kobietą wyzwoloną i kobietą lekkich obyczajów, zdecydowanie się zacierają. Wszystko kręci się wokół seksu, a młode dziewczyny biorą przykład ze starszych wyzwolonych koleżanek. Dlaczego tak się dzieje ? Dokąd zmierza świat ?

Dwie znane osobistości młodego pokolenia : Rihanna i Miley Cyrus. Wiadomo, że takich jak one było wiele, jednak to one zdobyły zaufanie milionów małych dziewczynek. A jak dziś wyrosnąć na szanującą się kobietę, kiedy wokół pełno seksu, brutalności i golizny? Skoro ona tak robi, to czemu nie ja ? Skoro ona chodzi w samej bieliźnie, okrytej przezroczystymi chłestkami materiału, to dlaczego ja nie miałabym tak robić ? Przecież to jest modne ! Przecież to normalne !

Ostatnio czytałam wywiady z Miley Cyrus. I przyznam, co o niej myślę. To dziewczyna, której narkotyki już tak namieszały w głowie,że biedna nie jest już w stanie samodzielnie myśleć. Zbyt agresywnie ? Sama kiedyś byłam fanką Hannah Montana. Uwielbiałam jej styl, w pewien sposób wzorowałam się na niej. Jednak to minęło, a co lepsza, grzeczna Hannah Montana, to była tylko przykrywka. To wina rodziców, że w wieku 15 lat, mówiła o sobie, że chce być symbolem seksu, udostępniano jej intymne zdjęcia. I gdyby nie kontrakt z Disneyem, kto wie, gdzie dziś byłaby Miley ?

Mówi o sobie : kobieta silna, feministka, przykład dla młodych dziewczyn, uczy je dorosłości. Ale czy ona może kogokolwiek uczyć życia ? Skąd ona może wiedzieć o prawdziwym życiu, takim nie w blasku fleszy od najmłodszych lat ? Rozbiera się, pokazuje wszystko co ma i mówi, że to jest spoko ? Bo to życie ?
Ja wysiadam.

Najbardziej mnie śmieszy, że jesteśmy w tym samym wieku, a mamy zupełnie inne poglądy na świat i zupełnie inne pojęcie szacunku do samego siebie. Ona nazwałaby mnie zakonnicą, bo bronię swojej intymności, a ja nazwałabym ją, nie kobietą silną, sukcesu, tylko prostytutką, udającą piosenkarkę.
I czy ona rzeczywiście jest taka silna ? Bo wydaje mi się, że jest słabą, smutną dziewczynką, która ma wokół siebie pełno fałszywych ludzi, mówiących jej, że jest królową. A gdy jest sama, to płacze w poduszkę. Samotność ją niszczy, więc się buntuje na pokaz.

A Rihanna ? Ikona stylu ? Ale pytanie : czy ona naprawdę dobiera sobie sama ubrania, czy robi to za nią sztab stylistów ? W wywiadach podobno szczera, naturalna. Ale czy to prawda ? Sama zachowuje się jak jej koleżanka po fachu. Może teraz mniej się o niej mówi, i ludzie zapomnieli, że nic dobrego sobą nie reprezentuje.

Dla ciekawskich wywiad z byłą stylistką Rihanny, Lysą Cooper, na stronie Vogue.
“Klik”

Kiedy ktoś mówi : kobieta sukcesu – widzę Kobietę przez duże K ! (Nie zagubioną, smutną dziewczynkę)
K, która wie, czego chce, ma szacunek do siebie, nie udaje niewolnicy mężczyzn, walczy o swoje, jest inteligentna i silna. Widzę kobietę zadbaną, kobietę wolną od uzależnień, kobietę mądrą ! Przyznającą się do ludzkich uczuć.

A kobieta wyzwolona, to moim zdaniem, pani lekkich obyczajów, dumna ze swojego bogatego życia seksualnego. Ale czy warto z takiej brać przykład ?

I tak, jestem wielką fanką Seksu w Wielkim Mieście. Jest przezabawny. Mogę go oglądać w kółko… Ale to tylko serial… ;) Jednak wiele kwestii w nim poruszonych dotyczy, nie tylko wyzwolonych nowojorczanek, a wszystkich kobiet.

Przypomniał mi się jeszcze jeden ciekawy przykład. Będąc w “Bootsie” z moim Lubym przy dziale z perfumami, usłyszeliśmy ciekawy dialog taty i jego jeszcze bardzo młodej córeczki.
T: -Kochanie, które chcesz perfumy ?
C: -Te !
T: -Ale te perfumy nawet ładnie nie pachną, może wybierz coś innego.
A córka ze złością i buntem w głosie, bo przecież jak to, tata krytykuje moje guru:
– Ale tato ! Przecież to Niki Minaj ! Muszę je mieć !

Nicki Minaj… “hahaha…”

Przykre jest, że dziś granice pomiędzy tymi pojęciami się zacierają i świat naśladuje osoby “rządzące” show-biznesem. Tak jakby ludzie dziś wierzyli w bajki telewizji jeszcze bardziej niż kiedyś, pomimo uświadamiania nas i ostrzegania przed tym od najmłodszych lat.

Mężczyźni myślą, że jeśli wyrobią sobie mięśnie, to są bogami, a kobiety lgną do takich i nie cofną się przed niczym, by tylko z takim spędzić noc. I wiem, że tak było od dawna, jednak dziś nastała moda, na chwalenie się tym wszystkim w sieci i upublicznianie swoich intymnych spraw. Ja uważam, że by dziś nie zwariować, trzeba naprawdę uważać. Bo łatwo przekroczyć granicę, której nie powinno się przekraczać. Niestety w dobie posiadania więcej niż nasi rodzice i dziadkowie, jest to bardzo trudne.

Seks jest dla ludzi, i bycie seksownym nie jest złe. Jednak pojęcie bycia seksownym, powoli zmienia znaczenie na bycie gołym i wulgarnym … Ale przecież można być kobietą z klasą, piękną i seksowną, a jednocześnie nie wulgarną.

Pics. # 2

Przesyłam utwór, którego słucham od wczoraj nałogowo. Kiedyś udostępniła go Maffashion, jednak nie zapadł mi w pamięć. Niedawno usłyszałam go w radiu i zastanawiałam się skąd go znam. Odkryłam przypadkiem na YT i od tego czasu słucham Non-Stop !

Dziś krótko i na temat.
Lubię przeglądać blogi, w poszukiwaniu inspiracji. I pomyślałam, że może podzielę się z Wami zdjęciami, które wywołały u mnie przypływ energii. Mam nadzieję, że Was też zainspirują do działania tak jak mnie ;)

Mam nadzieję, że zdjęcia i muzyka przypadły Wam do choć w małym stopniu tak jak mi :)
Pozdrawiam i miłego dnia życzę !